Jesteś na: Strona główna / Działalność Muzeum / Recepta na wiedzę

Recepta na wiedzę

 

W skórze debiutantki

Młode arystokratki, córki potentatów przemysłowych, księżne i książęta, wicehrabiny i baronessy, markizy, baroneci, damy oraz dżentelmenowie, wojskowi, dyplomaci, a nawet maharani. Elita towarzyska Imperium Brytyjskiego schyłku XIX w. i pierwszych trzech dekad wieku XX. Oto bohaterowie wystawy czasowej „Prezentacje na brytyjskim dworze 1898-1929” przygotowanej przez Muzeum Zamkowe w Pszczynie we współpracy z V&A Museum w Londynie [fot. 1-4]. Co ich wszystkich łączy? Fakt, że dostąpili zaszczytu prezentacji przed obliczem brytyjskiego monarchy, a wydarzenie to – co należy podkreślić –  stanowiło jeden z najważniejszych elementów londyńskiego sezonu towarzyskiego. Wirtuozerskie zdjęcia wykonane przez prestiżowe londyńskie Studio Lafayette stają się pretekstem do opowieści o strojach, klejnotach, statusie i ceremoniale u schyłku okresu wiktoriańskiego oraz w czasach rządów Edwarda VII i Jerzego V.

Na wystawie uwaga koncentruje się przede wszystkim na debiutantkach. „Prezentacja – jak donosił „The Harmsworth Magazine” z 1899 r. – to epoka w życiu kobiety, której nie da się łatwo zapomnieć”. Zgodnie z wyrażoną w magazynie opinią, dla młodej dziewczyny prezentacja stanowiła „przejście od dziewczęctwa do kobiecości; od mroków sali lekcyjnej do blasku życia towarzyskiego”, a uśmiech królowej miał posiadać moc przeobrażenia „małej brzydkiej gąsienicy w barwnego motyla” [fot. 5]. Na dworze prezentowane mogły być nie tylko córki arystokratów, ale też bogatych ziemian i mieszczan, jak również przedstawicieli innych grup społecznych piastujących wysokie stanowiska – duchownych, wojskowych, lekarzy, kupców czy bankierów.

Ów towarzyski „coming out” otwierał przed młodą dziewczyną drzwi wszystkich salonów i pozwalał rzucić się w wir życia towarzyskiego obejmującego przyjęcia, bale, wyścigi konne czy proszone kolacje. Za jego sprawą debiutantka wkraczała w świat wykwintny i pełen przepychu, w świat, który miał swe blaski, ale też i cienie… Sezon towarzyski, swoiste targowisko próżności, był bowiem niczym innym, aniżeli rynkiem matrymonialnym, gdzie osoby o właściwym pochodzeniu zawierały transakcje małżeńskie. Cel młodych dziewcząt pozostawał jasno określony: znaleźć męża. Później musiały już jedynie odgrywać rolę czarującego „dodatku” do małżonka. Jerzy Besala, historyk omawiający w swych książkach temat uczuć kobiet i mężczyzn na przestrzeni wieków, odnotował, że w wizji wiktoriańskiej „kobieta miała być ‘aniołem domu’, który ukołysze na swym łonie umordowanego paleniem cygar i załatwianiem interesów w klubie męża dżentelmena”. Wiele kobiet latami trwało w pozbawionych szczęścia, zaaranżowanych małżeństwach, tym niezamężnym przypinano zaś niechlubną łatkę starej panny.

Na wystawie odnajdziemy wiele historii o kobietach. Są wśród nich takie, które odnalazły szczęście w małżeństwie, jak Susan Richards Mackinnon, córka chirurga z wyspy Skye, od 1877 r. żona 15. księcia Somerset [fot. 6]. Wraz z mężem dzieliła pasję do podróży i wspólnie odwiedzali odległe zakątki świata, nocując niekiedy pod gołym niebem. Mniej szczęścia miała Blanche Holden [fot. 7]. W 1876 r. wyszła za mąż za trzydzieści lat starszego barona Howarda de Waldena, którego własny syn określał mianem „wypaczonego dziwaka” i „nadużywającego alkoholu brutala”. Gdy w 1893 r. Blanche wniosła pozew o separację, szczegóły znęcania się barona nad młodą żoną ujrzały światło dzienne, szokując kręgi towarzyskie. Niektóre dziewczęta ze względu na arystokratyczne pochodzenie musiały zrezygnować ze swych pasji i kariery zawodowej.  O lady Clémentine Hay [fot. 8], najstarszej córce 10. markiza Tweedale pisano, że „jej zdolności dziennikarskie są wyjątkowe i gdyby nie fakt, że wyklucza ją pochodzenie, mogłaby osiągnąć sukces w tej dziedzinie”. Chcąc nie chcąc, lady Hay musiała się ograniczyć do aprobowanej w kręgach arystokratycznych działalności charytatywnej, pracując jako redaktorka w gazecie dobroczynnej „City Sparrow”.

Sytuację debiutantek dobrze charakteryzują słowa księżnej Daisy von Pless [fot. 9], która w 1891 r., jako niespełna 18-letnia Daisy Cornwallis-West, została przedstawiona królowej Wiktorii. Tak zapamiętała tę chwilę: „(…) zostało postanowione, że powinnam zadebiutować wcześnie. Nigdy nie powiedziano mi, iż muszę poślubić status i pieniądze, ale myślę, że zawsze oczywistym wydawało się, że tak należy, gdyż biorąc pod uwagę naszą pozycję i stopę na której żyliśmy, byliśmy biedni. Gdy zaprezentowano mnie królowej Wiktorii, po raz pierwszy miałam na sobie długą suknię z niebotycznie długim trenem i trzy białe pióra we włosach. Starałam się wyglądać ładnie, ale czułam się po prostu jak osiołek, którym w istocie byłam. Oczywiście od razu zaczęłam chodzić na tańce (…)”.

W epoce wiktoriańskiej ideałem piękna była kobieta delikatna, eteryczna, bezbronna i nie nazbyt wykształcona. Królowa Wiktoria [fot. 10] zdecydowanie sprzeciwiała się działaniom sufrażystek, uważając, że kobiety nie powinny zajmować żadnych urzędów, przemawiać publicznie, ani też wdrażać „obłąkanego, szalonego głupstwa” nazywanego „prawami kobiet”.

Jak wyglądała prezentacja debiutantki w czasach wiktoriańskich? Szczegółowych informacji na ten temat dostarcza nam wspomniany już „The Harmsworth Magazine”. Otóż na w pierwszej kolejności należało znaleźć patronkę, czyli damę która dokonywała prezentacji, a także zaświadczała o nieposzlakowanej reputacji panny. Musiała to być osoba, która sama dostąpiła już tego zaszczytu. Następnie w urzędzie Lorda Szambelana aplikowano o dwie karty, na których wpisywano nazwiska i status rodziców debiutantki, adres, a także nazwisko patronki. Ta ostatnia składała też na nich swój podpis. Karty wracały do Lorda Szambelana i musiały zostać zaakceptowane przez królową. Po pomyślnym rozpatrzeniu wniosku wysyłano Karty Prezentacji. W urzędzie Lorda Szambelana trzeba się było także zaopatrzyć w niezbędne podczas prezentacji dwie karty, na których wpisywano nazwisko debiutantki i prezentującej ją damy. Bardzo szczegółowe regulacje określały to, jak powinien wyglądać strój, w którym młoda dziewczyna pojawiała się na prezentacji. Sukienka musiała posiadać dopasowany stanik, głęboki dekolt i krótkie rękawy. Obowiązywał kolor biały, choć dopuszczano zdobienia w postaci barwnych kwiatów. Tren mógł być upięty u ramion lub talii, ale nie krótszy niż trzy i pół jarda (3,2 m). Dekorowano go przy użyciu strusich piór, kwiatów czy pasmanterii. Obowiązkową ozdobę włosów stanowił tzw. plumaż księcia Walii, czyli stroik z trzech strusich piór, z których środkowe było dłuższe. Noszono go lekko przesunięty na lewą stronę głowy. Nieodzowny był welon lub szerokie wstęgi opadające na ramiona oraz białe rękawiczki. Dużą popularnością cieszyły się dodatki nieobowiązkowe w postaci bukietów kwiatów czy wachlarzy [fot. 11-12]. O okryciach wierzchnich – płaszczach, etolach czy narzutkach – należało zapomnieć (chyba, że debiutantka przedstawiła zaświadczenie lekarskie i że zostało ono uwzględnione przez królową).

Wreszcie, po długim czasie przygotowań, który często obejmował także naukę dobrych manier i regulaminowego dygu przed władcą, nadchodziła wielka chwila. W ciągu roku odbywało się kilka prezentacji zwanych też Salonami (Drawing Rooms) – zazwyczaj dwie przed i dwie po świętach Wielkanocnych. Jednorazowo prezentowano około 200 debiutantek, a o kolejności decydował czas przybycia. Prezentacje u królowej Wiktorii odbywały się zwykle o trzeciej popołudniu, co powodowało monstrualne korki. Powozy z debiutantkami tkwiły w kolejce do Pałacu Buckingham jeden obok drugiego wystawione na pożądliwe spojrzenia gapiów. Wydostając się ze swych powozów, dziewczęta pozostawiały w nich odzież wierzchnią, by nie trwonić czasu na dostanie się do garderoby. Wkrótce rozpoczynało się ponowne oczekiwanie w zatłoczonych i dusznych salach. Nie można było usiąść, zjeść, ani nawet napić się. Młodym dziewczynom mogło też doskwierać zimno. Królowa Wiktoria słynęła z zamiłowania do chłodu, który stanowił dla niej podstawowy warunek zdrowia. W kominkach salonowych w jej rezydencjach, w tym w Pałacu Buckingham, nie palono. Świta cara Mikołaja II goszcząc w 1896 r. w Balmoralu orzekła, że było tam „zimniej niż na Syberii”.

Na początku debiutantka musiała pokonać Wielką Klatkę schodową [fot. 13],  trzymając na ramieniu tren, a w ręku dwie karty od Lorda Szambelana. W korytarzu paź odbierał jedną z kart i wprowadzał do salonów. Dziewczyna nie mogła jednak swobodnie od razu przejść z jednego do drugiego pomieszczenia, gdyż straż przyboczna zamykała barierki, jak tylko weszła już określona liczba kobiet. Barierki usuwano dopiero wówczas, gdy w sali robiło się nieco luźniej. Oczekując na przejście, dziewczyna zdejmowała prawą rękawiczkę. Kolejnym etapem była Galeria Obrazów, gdzie dwóch oficjałów rozpościerało tren [fot. 14]. Kulminacyjny moment następował wraz z wejściem do Sali Prezentacji, czyli Sali Tronowej [fot. 15]. Stojącemu przy drzwiach odźwiernemu oddawało się drugą kartę, ten przekazywał ją do rąk Lorda Szambelana, który anonsował debiutantkę królowej. Monarchini wysuwała swą dłoń, dziewczyna podkładała pod nią swoją dłoń pozbawioną rękawiczki i całowała, równocześnie wykonując dyg. Dygało się także przed innymi członkami rodziny królewskiej [fot. 16]. Jeżeli debiutantka pochodziła z arystokracji, królowa składała pocałunek na jej czole lub policzku. Salę Ttronową należało opuścić tyłem – nie wolno było odwracać się od królewskiego majestatu.

Los debiutantek poprawił się za czasów Edwarda VII [fot. 17], który, chcąc zerwać ze sztywną atmosferą dworu matki, po jej śmierci ochoczo przystąpił do przekształcania Pałacu Buckingham w modne centrum życia to­warzyskiego Londynu. Zmienił nie tylko wystrój rezydencji, ale także zmodernizował systemy ogrzewania, wentylacji i elektryczności. Zmodyfikował ponadto niektóre zasady ceremoniału prezentacji. Zaczęto je organizować w czerwcu, przesunięto na późniejszą godzinę, zrezygnowano z pocałunku składanego przez monarchę, oczekującym serwowano napoje i przekąski, a transport dla debiutantki można było wezwać za pomocą telefonu, co rozluźniło korki.

Wiek XIX – stulecie wynalazków, pary, elektryczności i masowej komunikacji – to także czas, gdy zaczął kiełkować ideał zdrowego stylu życia, przez który rozumiano dbałość o czystość i higienę, a także uprawianie sportu. Był to pierwszy krok do zrzucenia gorsetu – dosłownie i w przenośni. Oczywiście wśród wyższych warstw wiktoriańskiego pomysł uprawiania sportu, w szczególności przez kobiety, uważano za nazbyt zuchwały. Gdy patrzymy na zdjęcie przedstawiające lady Belhaven z córkami Leonore i May [fot. 18], zaprezentowanymi na dworze w 1898 r., widzimy dziewczęta spowite w niezliczone metry ciężkiej tkaniny z taliami boleśnie ściśniętymi gorsetem, który miał nadać im tak pożądany efekt sylwetki osy. Ucieleśniają one wiktoriański ideał kobiety – mają przypominać białego, skrzącego się anioła. Zapewne trudno wyobrazić sobie, iż dziewczyny te miały na tyle odwagi, że jeździły na rowerach w czasach, gdy uchodziło to za akt  śmiałości i przejaw złego smaku.

Wyzwolenie się kobiet z przypisanych im ról i procesy emancypacji niewątpliwie przyspieszył wybuch I wojny światowej. Gdy mężczyźni wyruszyli na front i kobiety przejęły ich obowiązki, załamał się tradycyjny patriarchalny  model rodziny. Wzrosła społeczna świadomość kobiet, którą przypieczętowało nadanie im po wojnie praw politycznych i wyborczych. Rewolucja dokonała się także w modzie. Styl chłopczycy, określany mianem „flapper”, który zrodził się w latach 20. XX w. stanowił zupełne zaprzeczenie dotychczasowych kanonów piękności. Kobiety ścięły włosy i włożyły krótkie, luźne sukienki nie krępujące ich ciała.

Nowa moda znalazła odzwierciedlenie także w stylu sukien wkładanych na prezentację. Odeszły w zapomnienie bufiaste rękawy, gorsety, a tren uległ skróceniu. Jeżeli chodzi o suknie dworskie, to prawdziwy przewrót. Na wystawie zobaczymy zobaczyć możemy przykłady fotograficznych portretów ukazujących debiutantki w kreacjach typu „flapper”. Dziewczętom nie brakuje pewności siebie. Obszyta kaskadami paciorków i kaboszonów suknia w kolorze jadeitowej zieleni, którą na prezentację w 1923 r włożyła miss Mary Latta [fot. 19], córka magnata przemysłu okrętowego, została uznana za jedną z najbardziej imponujących kreacji sezonu. Powiew nowoczesności dostrzegamy również w kreacji i pozie amerykańskiej bywalczyni salonów Anne Washington Perine [fot. 20] przedstawionej monarsze w 1928 r. Pochodzące z tego okresu fotografie kolejek samochodów oczekujących na to, by „wysadzić” debiutantki pod Pałacem Buckingham ukazują młode kobiety cierpliwie czekające i często przy tej okazji studiujące teksty uniwersyteckie. Pole ich aktywności znacznie się poszerzyło, a sam ceremoniał, zanim jeszcze nastały czasy Elżbiety II, stał się po prostu niewygodnym anachronizmem, nie oddającym już ani struktury, ani ambicji brytyjskiego towarzystwa. Zniesiono go w 1958 r.

Niech za podsumowanie posłużą nam słowa jednego ze współkuratorów wystawy, Russella Harrisa: „Patrząc na te mistrzowskie fotografie z Londyńskiego Studia Fotograficznego Lafayette jestem przekonany, że możemy cieszyć się, iż połowa naszej populacji nie jest już uważana za osoby puste i bezwartościowe intelektualnie, osoby, których jedynym celem jest bycie ozdobą. W pewnym stopniu zdjęcia prezentowane na tej wystawie, choć stanowią odbicie kobiecych przekonań w kwestii strojów i klejnotów, które nosiły, wyraźnie opowiadają o zmianie statusu kobiet i wytyczają ścieżkę, którą musiały obrać, by stać się w pełni niezależnymi, niezwykle efektywnymi, pełnoprawnymi członkami społeczeństwa i okazujemy im za to podziw!”.

Autorka tekstu: Sylwia Smolarek-Grzegorczyk

 

 

W skórze debiutantki

23
  • 1
  • 2
wszystkie aktualności